wanna

księga gości


2008
styczeń
2007
październik
wrzesień



Mój blog główny
Talula co dziecko lula

talulowe-baje


Magdusia i prrrr

2008-01-13 11:23:06 skomentuj (4)
Zima w gospodarstwie
Od cioci - z dedykacją dla Gosi - trzpiota małego zwariowanego


Po pełnym słońca lecie, w naszym gospodarstwie dało się odczuć coraz chłodniejsze dni. Pojawiła się piękna jesień z jej żółtymi, czerwonymi i rudymi liśćmi. Padało też czasem trochę, że nawet świnki potrafiły przesiedzieć pół dnia w chlewiku a nie taplać się w błotku co lubiły najbardziej. Najtrudniej w te chłodne dni miały się małpki. Przecież one przyjechały z gorącej Afryki!

-Zimno! – wołały coraz częściej – dlaczego jest tak zimno? - pytały resztę zwierzątek
- Oh, to wy nic nie wiecie? Nadciąga przecież zima, będzie coraz zimniej! – powiedziały krówki
- Ojej, jeszcze zimniej? – zawołała z przestrachem małpka Filipka – to co wy wtedy robicie?
- Zima to fantastyczna pora roku! -zaczęły wesoło krzyczeć świnki – siedzimy sobie w chlewiku w ciepełku, pojadamy z korytka a Grubinka opowiada nam bajki od rana do nocy. A jak się zmęczy to śpimy
- Brzmi wspaniale – zawołały małpki – po prostu musimy się przenieść do chlewika na zimę!

Wszyscy się zgodzili, że faktycznie afrykańskie małpki nie mogą tak marznąć. Szczególnie, że jednego dnia spadł pierwszy śnieg, który wszyscy powitali bardzo radośnie oprócz małpek, które krzyczały, że zaraz im zamarzną tyłeczki!

Jak ustalono tak zrobiono. Wieczorem małpki opuściły swój małpi gaj na drzewach i przeniosły się do świnek. Co się działo tego wieczora nie sposób opisać! Nie tylko chlewik drżał w posadach, ale wszystkie pomieszczenia gospodarskie. Świnki z małpkami tak się świetnie dogadywały, że nie było mowy o żadnym spaniu. Gonitwy, berki, śpiewanie na trzy głosy trwało do później nocy. Nikt nie spał, nikt nie odpoczął! Rano całe zwierzęce towarzystwo zebrało się na środku podwórka mocno trąc oczy z niewyspania.

Odezwała się krówka Mleczka:

Dalsza część bajki zastrzeżona


2007-10-08 21:15:44 skomentuj (0)
Madzia moja codzienna

2007-10-02 08:44:02 skomentuj (0)
Narodziny strusia
To był bardzo ciepły i senny dzień. Słoneczko tak mocno grzało, że większość zwierzątek w naszym gospodarstwie pochowało się pod dachami chlewika, stajni i obory. Wszystkie leżały do góry brzuszkami i czekały popołudnia, kiedy słonko już tak nie przygrzewa. Jednak niektórym maluchom strasznie się nudziło. Małe kurczaki i kaczuszki, które dopiero co się wykluły, były bardzo ciekawe świata i nie chciały siedzieć grzecznie pod daszkiem. O co to, to nie! Co chwila zagadywały do siebie, wymieniały poglądy na temat życia wedle kurek i kaczuszek i bardzo żałowały, że wszystkie kałuże wyschły bo chętnie poćwiczyłyby pływanie.

W pewnym momencie jedna ze starszych kaczuszek, nazywana Żółciutką, zaczęła cos szeptać w wielkim podnieceniu, a wokół niej zebrał się tłumek ciekawskich.
- Bo wiecie, w sąsiednim gospodarstwie jest wielka ferma strusi. To są taaaakie duże ptaszki, większe od naszych indorów. Może wybierzemy się z nimi zapoznać? – zapytała Żółciutka
- Ojej, jak one są takie duże, to ja się boję – zawołała kaczuszka Malusia, która oczywiście była najmniejszą kaczuszką w gospodarstwie.
- A nie można takich ich do nas zaprosić? Bo ledwo łapami ruszam, taki gorąc – zamarudził kogutek nazywany Grzebykiem
- A po co nam poznawać te strusie? Źle nam w naszej kałuży? – zakwakały dwie kaczki bliźniaczki
- Ojej, nie chcecie to nie – powiedziała urażona Żółciutka – sama pójdę i zdobędę sobie nowych przyjaciół. A wy tu sobie siedźcie!
- Ja idę - zawołał natychmiast kogutek Grzebyk – nie mogę Cię puścić samej bo się jeszcze zgubisz. I mały kogucik dumnie wyprężył swój grzebyk.
- Ja też, ja też – zaczęła podskakiwać Malusia – i będę bardzo grzeczna - obiecała Żółciutkiej.

Żółciutka trochę przesadziła. Ferma strusi wcale nie znajdowała się obok ich gospodarstwa. Najpierw minęli wielkie gospodarstwo, gdzie w ogóle nie było widać zwierzątek, tylko same ogromne maszyny. Potem przechodzili obok farmy hodowcy owiec, bo już z daleka było słychać pobekiwanie.
- Banany, banany – zawołała zachwycona Malusia
Grzebyk i Żółciutka zaczęli rechotać z Malusiej, że tak z niej gapa.
-To nie banany tylko barany i owce Malusiu- powiedział Grzebyk
- O właśnie barany i owce, to miałam powiedzieć – odpowiedziała zafrasowana Malusia, która była nie tylko najmniejszą, ale i najmłodszą kaczuszką w gospodarstwie i dopiero poznawała świat.

W końcu nasi przyjaciele trafili na fermę strusi.

Dalsza część bajki zastrzeżona
2007-09-21 21:08:09 skomentuj (0)
O śwince Grubince
W jakim wieku będzie dziecko, które zainteresuje taka bajka?


Pewnego razu w naszym znajomym gospodarstwie urodziła się prześliczna, różowa świnka. Była taka śliczna i pulchniutka, że wszystkie zwierzątka ustawiały się w kolejce żeby pogratulować mamie śwince i tacie śwince oraz popatrzeć na ich malutką pociechę. Świnka miała mnóstwo słodkich fałdek na ciele, dlatego rodzice nazwali ją Grubinka.

Wszystkie zwierzątka przepadały za Grubinką. Najczęściej można ja było znaleźć w bajorku z błotka razem z innymi świnkami, ale Grubinka zawsze znalazła czas i miłe słowo dla każdego zwierzątka.Jak świnki za bardzo dokazywały w błotku to Grubinka potrafiła je uspokoić i zarządzić mycie oraz obiad. Jak któraś świnka stłukła sobie nóżkę albo nabiła guza, to zaraz było:
- Aaaaaaa! Boli mnie, gdzie jest Grubinka!!!! – krzyczała jedna ze świnek
A wtedy pojawiała się Grubinka, przytulała obolała świnkę, rozcierała jej kolanko i całowała w łepek.
- Przyłóż sobie listek babki na nóżkę i zaraz przestanie boleć – mówiła często.
Albo
- Pogłaszczę Cię po łebku, a Ty zapomnij o guzie.


Małe świnki potrafiły też być bardzo niegrzeczne i czasami brzydko dokuczały Grubince. Bo nasza bohaterka bardzo lubiła jeść, przede wszystkim ciasteczka. Szybko z małego pulchnego prosiątka wyrosła na całkiem sporą i dużą świnkę. Miała grube nóżki i duży brzuszek. Świnki często wołały:

- Grubinka, wychodź z błotka bo my się nie mieścimy!

- Grubinka, skaczesz z nami przez płotki? – Tylko kto pomoże przeskoczyć twojemu brzuszkowi?

- Grubinka, jeszcze jedno ciastko i drzwi chlewika trzeba będzie poszerzać dla ciebie!

Grubince było trochę przykro bo jej nigdy nie przychodziło do głowy dokuczać innym zwierzątkom. Chodziła czasem trochę smutna, co bardzo martwiło mamę świnkę i tatę świnkę.

Pewnego wieczora mama zapytała Grubinki:
- Świnko moja malutka, nie chciałabyś pojechać na wakacje?
- Ale jak to, mam wyjechać z domu? – zapytała.
- Tak, na obóz dla świnek, poznasz tam mnóstwo nowych koleżanek i kolegów!

Grubince zaświeciły się oczka, bo była trochę zmęczona własnym podwórkiem. Bardzo też lubiła zawierać nowe znajomości.

- Mamusiu, a co ja tam będę robić bez Was? – zapytała z malutką troską w głosie.
- Będziesz się fantastycznie bawiła, grała w piłkę, ścigała się z innymi świnkami. Urządzicie sobie nocne podchody. Oh, na obozie jest mnóstwo zabawy. Sama zobaczysz! – powiedziała z radością mamusia.

I Grubinka pojechała na wakacyjny obóz dla świnek. A co tymczasem działo się w naszym gospodarstwie?

Świnki jak co dzień zachowywały się najbardziej hałaśliwie ze wszystkich zwierzątek. Małpki starały się im wtórować. Nikt nie panował nad wrzaskami, gonitwami i piskiem rozbawionych zabawą zwierzątek. Nagle zapłakała maleńka świnka Kruszynka, która oberwała w ryjek wielką kulą z błota.
- Gdzie jest Grubinka – zaczęła chlipać, bo bardzo chciała być pocieszona.

Ale niestety nikt nie przyszedł.

Dalsza częśc bajki zasrrzeżona
2007-09-12 22:38:29 skomentuj (2)
Magdusia i żółty boburek. Z dedykacją dla tatusia

2007-09-10 21:26:27 skomentuj (2)
Historia o wsiowych zwierzątkach
W pewnym gospodarstwie na wsi mieszkały sobie bardzo mądre zwierzątka. Były takie mądre, że bardzo im brakowało możliwości kontaktowania się z własnym gospodarzem. Chciały z nim rozmawiać, mówić o swoich potrzebach, ale on w ogóle nie rozumiał ich pobekiwania, porykiwania i miauczenia. Wiedziały, że był dla nich dobry, no ale jakby mu coś podpowiadały to byłby jeszcze lepszy.

A na przykład świnkom bardzo zależało, żeby wychodzić na dwór razem z małymi cielaczkami, bo by było weselej. Z kolei koń uważał, że sianko, które dostaje uwiera go w pupę oraz ma wrażenie, że świnki dostają lepsze sianko. Tak więc on chciałby też dostawać takie miękkie sianko, a nie to uwierające. A mała myszka nazywana przez wszystkich Myszą, chciała powiedzieć gospodarzowi żeby przestał stawiać na nią łapki na myszy bo ona i tak się nie da, a w ogóle to wyjada tylko stare ziarnka pszenicy, których nikt nie chce. No i jest taką miła myszką!

Litania próśb i żalów zwierzątek była długa i tylko między sobą narzekały i głowiły się co tu zrobić, żeby im było lepiej niż jest.
Gadały tak między sobą, co brzmiało mniej więcej tak:
Ihhu, ihhhu, miau, miau
Chrum, chrum, muuuuu, chrum, chrum
Muuuuuuu,
Ihaaaaaaaa! Kwa, kwa

W końcu koń, który był najbardziej wygadany ze wszystkich, powiedział – ja zostanę waszym rzecznikiem przed gospodarzem bo jestem najwyższy, najpiękniejszy oraz mam najlepsze maniery. Mam też wrażenie, że jestem najmądrzejszy więc nauczę się tego ludzkiego języka o wiele szybciej niż wy.

Krówki prychnęły pogardliwie i powiedziały, że takiego chwalipięty to one dawno nie widziały i nie zamierzają się zgodzić, aby koń został rzecznikiem.

Świnki rozdziawiły ryjki bo niewiele zrozumiały z tej przemowy, a już na pewno nie wiedziały co to jest rzecznik. Największa maciorka powiedziała, że to świnka powinna być rzecznikiem (czyli takim przedstawicielem zwierząt, jak wytłumaczyła małym prosiątkom), bo świnek ma gospodarz najwięcej, więc ich na pewno posłucha.

Osiołek powiedział, że może on taki mądry nie jest, ale mu się wydaje, że taki koń, co go sianko uwiera w pupę, to niezły głuptas.

Konik machnął ogonem zniecierpliwiony i powiedział:
- Ja się nie będę prosił, same sobie radźcie. Oooooo, co ja widzę, ogonek mi się zmierzwił. Muszę go uczesać!!!! Natychmiast! I konik pogalopował do stajni po szczotkę.

Reszta zwierzątek pokiwała łepkami bo to tak zazwyczaj z ich konikiem bywało. Coś chciał zrobić dla wszystkich, a potem nagle przypominał sobie, że a to zębów nie umył, albo ogona nie wyczesał. Świnki tak się z tego śmiały, że aby się uspokoić i nie dostać czkawki, pobiegły do bajorka wytaplać się w błotku.

Dalsza częśc bajki zastrzeżona

2007-09-04 10:17:53 skomentuj (1)